Ostatnio dość dużo pytań dostaję z prośbą o rekomendację dla jakiś wiązań, w których można karmić piersią mając jednocześnie dziecko w chuście.  Odpowiedź mam zawsze jedną: Nie ma takich wiązań! W chuście nie karmi się dziecka! Widziałam co prawda na YT już kilka filmików instruujących. W większości „myk” polega na użyciu przy wiązaniu węzła przesuwnego lub najzwyklejszym poluzowaniu wiązania. Niektórzy uważają, iż chusta kółkowa może służyć do karmienia piersią, gdy dziecko jest w pozycji kołyskowej. Decyzja oczywiście należy zawsze do rodzica i on ma pełne prawo podjęcia decyzji, czy będzie karmił mając dziecko w chuście, czy raczej się powstrzyma.

Postaram się Wam wyjaśnić, dlaczego jestem tak zagorzałym oponentem. Wiadomo, karmienie nowo narodzonego dziecka, jest pięknym aktem miłości rodzica do dziecka. Chwilą intymną. Chwilą niesamowitej bliskości obojga. Z tak bliskiej odległości możemy się sobie nawzajem przyjrzeć, nawiązać bliską więź, zacząć się siebie uczyć. I to niezależnie od tego, czy karmicie dziecko piersią czy butelką. Tak. To jest obraz idealny. Niestety życie czasem tak szybko gna do przodu, że potrafi w brutalny sposób zweryfikować tę sielankę. Zwłaszcza, jak ma się jeszcze pod opieką drugie dziecko. Zwłaszcza jak starszak jest niewiele starszy od młodszaka. Wówczas, podczas karmienia Matka Polka gotuje obiad, wyciera starszakowi nos, czyta mu bajeczkę, układa klocki, albo odgrywa rolę potwora z głębin. Ale żeby Matce Polce nie było za przyjemnie to jeszcze nogą głaszcze kota po grzbiecie albo mizia psa. Uwierzcie mi, wiem co mówię, też jestem mamą dwójki dzieci, między którymi jest niewielka różnica wieku. Nie mam niani, mąż całymi dniami w pracy, moje dzieci nie chodzą do żłobka ani do przedszkola.

A teraz do sedna. Dlaczego właściwie nie? Odpowiedź jest najprostsza na świecie: Bo dziecko się może zakrztusić. Dziecko ma instynkt samozachowawczy i generalnie jest skonstruowane tak, aby radzić sobie z nadmiarem pokarmu. Generalnie ono jest zaprogramowane na przeżycie, więc nie może być tak, że każdorazowo nadmiar pokarmu stwarza poważne zagrożenie dla jego życia. Nie jest tak, że jak raz nie „odbijemy” dziecka po karmieniu, to ono się na pewno zakrztusi i już dalej tragedia. Ale niestety, nie będziemy owijać kota w bawełnę, może się tak zdarzyć. No właśnie, zawsze musi być jakieś „ale”. Kiedy taka sytuacja, której nikomu nie życzę zdarzyłaby się właśnie Wam, to karmiąc w „tradycyjny” sposób jesteśmy w stanie bardzo szybko zareagować i wziąć dziecko „do odbicia”, by zaniechać tragedii. Wiadomo, nerwy są wówczas ogromne. No to teraz wyobraźcie sobie, że taka sytuacja zdarzy Wam się w chuście. Jak szybko jesteście w stanie wyjąć dziecko z tych 4,5m materiału? A w chuście kółkowej, jak szybko pociągniesz za kółeczka i poluzujesz chustę? Osobiście nikomu nie życzę takiej sytuacji i wolę tego czasu reakcji nie sprawdzać. I wam też życzę, abyście nigdy nie musieli tego sprawdzać.

Argument numer dwa przeciwko karmieniu w chuście. Jak już wspomniałam, do karmienia trzeba chustę poluzować. Poluzowana chusta nie spełnia już swojego zadania i jest to za duże obciążenie dla układu kostno- mięśniowego dziecka oraz dla jego miednicy, bioder, kręgosłupa. Ważne jest, aby chusta okalała ciało dziecka dość ciasno, ponieważ dzięki temu to ona wykonuje pracę za mięśnie dziecka i utrzymuje jego ciało w pionie. Dziecko jest jakby zawieszone w próżni. Jego ciało nie wykonuje żadnej pracy. Natomiast przy poluźnionej chuście, dziecko musi użyć siły własnych mięśni, aby utrzymać się w dotychczasowej pozycji. O ile przy większych dzieciach, które samodzielnie siedzą nie ma tego problemu, bo one już potrafią utrzymać się w pozycji siedzącej samodzielnie, o tyle przy mniejszych dzieciach, nie mających tej umiejętności, problem pozostaje.

Konkluzja: Czy rzeczywiście życie musi aż tak gnać? Czy może warto zorganizować sobie czas tak, aby móc w komfortowych dla wszystkich warunkach nakarmić malucha? A może warto przewartościować sobie plan dnia i okaże się, że niektóre sprawy można najzwyczajniej w świecie zignorować?

Niektóre mamy mówią, że czują się skrępowane koniecznością odsłonięcia ciała, gdy muszą publicznie karmić. Można wówczas chustę potraktować jako swego rodzaju baldachim osłaniający was od gapiów. A jak gapiom przeszkadza publiczne kamienie, to zawsze można chustę zarzucić na gapiów 😉

I tak na koniec: Pomyśl sobie, czy ty też lubisz jeść w biegu? Czy może jednak fajniej jest zjeść w spokoju? 😉

W każdym razie polecam chustę, jako kocyk do karmienia na trawce 🙂

Obraz 2084

 

 

 

 

 

9 thoughts on “Mamo, nie karm w chuście!

  1. Dotknęła sedna. Karmienie to chwila wyjątkowa, nie warta pośpiechu i ryzyka. Za to cenna dla dziecka i mamy, by się nią cieszyć w jak najbardziej komfortowych warunkach. I tego właśnie życzę każdej karmiącej Mamie i każdemu dziecku. By tej chwili tak ulotne nic nie zakłóciło.

  2. Karmię w chuście od niedawna. Skrzat miał już 10 miesięcy skończone. Karmię w chuście kiedy nie mam gdzie usiąść. O ile idę w tym czasie to bardzo powoli. Bo to czas na karmienie a nie na inne sprawy 🙂

    • No właśnie jak czas na karmienie, to może warto jednak poszukać jakiegoś miejsca, gdzie jednak będziesz mogła usiąść? Tempo marszu podczas karmienia w chuście nie ma większego znaczenia- jak dziecko się zakrztusi, to i tak czas reakcji jest dużo dłuższy aniżeli podczas karmienia „pozachustowego”

  3. Czy w takim razie jeśli chodzi o nosidła (Tula) też odradzasz w nich karmienie? Pytam czysto teoretycznie, nigdy nie karmiłam w niej dziecka 😉

  4. Ogólnie racja. Tak. Jednak… Zdarza mi się karmić w chuscie moje najmłodsze, dwu miesieczne dziecię… poza nią jest dwojka szkrabow z których młodsze ma dopiero 15 mcy. Czasami naprawdę nie da się inaczej.. Nie lubię i wolę usiąść spokojnie jednak trafił mi się tym razem ssak który potrzebuje piersi czasem nawet po polgodzinie od karmienia, szczególnie na początku po włożeniu do chusty gdy czuje bliskość mleka….

    • Tak, bliskość piersi czasem powoduje u małego ssaka nieodpartą chęć ssania 😉 Znam to doskonale 😉 Ewa, a może warto zmienić pozycję noszenia dziecka w chuście? Może spróbuj pozycji na plecach?

  5. Ciekawy artykuł, jednak są dzieci bardzo aktywne, które nie potrafią jeść spokojnie i zawsze wiercą się przy karmieniu. Ja jestem mamą dwójki takich wiercipiętek. Najlepszy sposób na spokojne nakarmienie ich piersią, to był właśnie ruch i spokojne kołysanie podczas chodzenia. Pierwszą córę, teraz już trzyletnią, nosiłam wtedy na rękac, cierpiał wtedy mój kręgosłup, ramiona i czułam się wykończona. Drugą córkę, teraz roczną, karmiłam już w chuście, a potem w Tuli, nie wyobrażam już sobie innego karmienia, właśnie ze względu na starsze dziecko, które też musiałam podczas spaceru pilnować albo pchać z nią wózek 🙂 Pozdrawiam!

    • Też mam dwójkę ruchliwych dzieci 😉 Zdaję sobie sprawę, że karmienie drugiego dziecka, kiedy jeszcze jest mała różnica wieku między rodzeństwem, a do pomocy nie ma nikogo, jest czasem bardzo, bardzo trudne. W tym artykule przedstawiam swoje stanowisko dotyczące karmienia w chuście, opisałam zagrożenia i niebezpieczeństwa. Bo rodzic powinien wiedzieć, a wielu nie zdaje sobie po prostu z tego sprawy. Jesteśmy dorośli. Każdy ma prawo wychowywać dziecko po swojemu. I każdy rodzic sam w sobie podejmie decyzję, czy karmić w chuście, czy nie. Moim celem było wskazanie zagrożeń wynikających z karmienia w chuście, nie ocenianie postępowania rodziców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website