„Nie bój się miłości. Nigdy.” Janusz Korczak 1878-1942

 

Chustonoszenie to taka trochę ciąża na zewnątrz. Mimo, iż proceder noszenia dzieci jest coraz bardziej popularny w naszym pięknym kraju, taki rodzic często wzbudza zainteresowanie osób postronnych. Nie dość, że dziecko jest dziwnie powykręcane, Obraz 1136zawinięte w jakiś kawał zasłony czy szalika, to jeszcze smacznie śpi- najpewniej brakuje mu powietrza i to dlatego. Oczywiście to zdanie ma zabarwienie ironiczne i w rzeczywistości dziecko nie jest powykręcane, a przyjmuje w pełni naturalną, fizjologiczną pozycję, jest w chuście utkanej specjalnie do noszenia dzieci, a śpi, bo mu po prostu dobrze, miło, ciepło i czuje się bezpiecznie. Niemniej jednak, na spotkaniach z rodzicami staram się ich oswoić z myślą, że będą wzbudzać zainteresowanie. Będą pojawiały się komentarze pozytywne (tych jest więcej), jak i negatywne. Ludzie czasem zaczepiają, chcą się o coś zapytać, dowiedzieć więcej, dotknąć słodko śpiącego bobasa. Reakcje są różne i chustorodzica też są różne na owe komentarze.

Jako że jestem adeptką dwóch wydziałów historycznych, to trochę historii na początek. Zwyczaj noszenia dzieci sięga milionów lat przed naszą erą.  Człowiek początku naszej ery prowadził koczowniczy tryb życia i musiał się jakoś przemieszczać razem ze swoim potomstwem. Zawijał wówczas swoje potomstwo w kawał zwierzęcej skóry lub liście drzew (opcja do wyboru w zależności od zamieszkiwanego klimatu 😉 ), wkładał na plecy i wyruszał w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia, czy pożywienia. Pozostawienie bobasa w jaskini groziło zeżarciem przez drapieżne zwierze lub po prostu wychłodzeniem. Co ciekawe, nie nosiło się wówczas z przodu. Maluchy noszone były od urodzenia na plecach lub na biodrze. Ba! Wiązania były zupełnie inne. I nie było doradców noszenia :p Echa pradawnych sposobów noszenia można do dziś zaobserwować wśród ludów afrykańskich albo Indian w Gwatemali. Rzecz jasna nie Obraz 1176noszą oni już w skórach zwierzęcych, bo w międzyczasie wynaleziono krosno tkackie i łatwiej (oraz taniej) jest szmatę utkać. Wózek wszedł do powszechnego użycia dopiero w XIX wieku. Stał się na tyle modny, że chustonoszenie stało się faux pas i krótko mówiąc oznaczało niższy status społeczny. Wózek był po prostu drogi, a szmaty są tanie. Nikt się aspektem psychiki dziecka nie przejmował szczególnie. To jeszcze nie te czasy. To były czasy, gdy dziecko traktowane było przez mądrych tego świata jako odrębny byt, który musi płakać, aby płuca się wzmocniły, który już od momentu narodzin musi uczyć się samouspokajania i samodzielności. To są też czasy, gdy modne staje się karmienie butelka. Całe szczęście to są też czasy, gdy swoje tezy wyłożył Janusz Korczak. I całe szczęście świat powoli odzyskuje rozum i chusty wracają do łask.

Niestety nadal można spotkać się z obawą rodzica, że noszenie w chuście przyzwyczaja do noszenia. I że później już ciągle będzie chciało być noszone, a chodzić nie będzie chciało. Ta opinia to chyba największy mit naszych czasów, żeby nie powiedzieć wierutna bzdura. Tak więc uświadommy sobie wszyscy mający dzieci i ci ich (jeszcze) nie posiadający:

DZIECKO RODZI SIĘ PRZYZWYCZAJONE DO NOSZENIA

Dziecko przez całe 9 miesięcy życia płodowego jest noszone w łonie matki. I przez cały ten czas ktoś z nim jest, ten ktoś ciągle je kołysze, dotyka, mówi do niego. Po prostu zawsze jest. I to my, dorośli, rodzice, którym wydaje się czasem, że wiemy od dziecka lepiej, to my te dzieci odzwyczajamy od noszenia. I to my wymagamy od nich, aby spały same w cichym pokoju. I się dziwimy, że ten nasz sprytny plan nie wypalił. Bo dziecko nie ma pojęcia o naszych planach. Zważając na jego życie w łonie matki, jakże tu od niego wymagać wręcz niemożliwego? Na ten aspekt zwróciła uwagę wybitna psycholożka naszych czasów, Agnieszka Stein, w Obraz 1811książce „Dziecko z bliska”. Polecam każdemu do poczytania.

Tak sobie myślę, że czasem warto tę całą wiedzę nabytą podczas krótkich kursów w szkołach rodzenia oraz książkach napisanych w większości przez osoby nieposiadające dzieci, schować do kieszeni i wsłuchać się w potrzeby dziecka. Tak po prostu. I tyle. I nic więcej już. I wszystko się samo ułoży. Owszem, dzieci są różne. Jedne potrzebują tej bliskości rodzica bardziej, inne mniej. Jedne będą potrafiły spać godzinami w wózku, inne nie dadzą się tam nawet włożyć (moje dzieci takie są). Niektóre zaakceptują samodzielne spanie, a inne materacyk będzie parzył i zaakceptują jedynie spanie z rodzicami albo najlepiej na nich (moje dzieci takie są). Ale wsłuchując się w sygnały, jakie nam dziecko wysyła, unikniemy wiele „problemów”. Ujęłam słowo „problem” w cudzysłów, bo czasem wydaje mi się, że wiele problemów jest wymyślanych przez rodziców. Problem przyzwyczajania do noszenia należy do tej grupy.

Warto sobie uświadomić, że potrzeby dziecka związane z noszeniem ( w tym noszeniem w chuście) zmieniają się wraz z jego rozwojem. Na początku dziecko potrzebuje noszenia, by móc poczuć się bezpiecznie. Noszenie w chuście sprawia, że noworodek przytulony do serca rodzica otrzymuje podobne bodźce do tych, jakie miał w brzuchu matki. Czuje ciepło ciała, znajomy zapach, odgłos serca i wnętrzności, słyszy znajomy głos, dotyk, kołysanie. To wszystko sprawia, że czuje się bezpieczne, dzięki czemu może spokojnie eksplorować nowy świat. Z czasem chusta staje się ukojeniem w bólu podczas ząbkowania, kolek, gorączkowań, podczas pobytu w szpitalu. Pomaga osłonić się od nadmiaru bodźców i zasnąć. Pomaga wejść w miejsca, w które DSC_0443wózkiem się nie wjedzie. Jeśli macie dzieci jeszcze nie chodzące, to gwarantuje Wam, że jak już się nauczą chodzić, to chusta zejdzie na drugi plan. I nie będą już do chusty chciały. Bo świat otaczający dziecko jest taaaaaki ciekawy… A tu pet leży na ulicy, a tu kwiatek rośnie, a tu robak, a tu piesek zrobił kupkę, a tu jaką ładna płytka chodnikowa… To gdzie taki bobas będzie do chusty chciał? 😉 W późniejszym wieku maluchy jeszcze mają taki nawrót chustowy i do chusty chcą- często w jakiś takich momentach skoków emocjonalnych, rozwojowych, czy generalnie w trudniejszych dla nich momentach. Albo jak nie chce im się już chodzić 😉 Także to całe noszenia nie trwa wiecznie, ono się kiedyś kończy.

Takie dwie refleksje jeszcze na koniec mam:

1. Jestem trochę takim typem obserwatora i lubię obserwować ludzi. I reakcje ludzi w moim odczuciu na dziecko płaczące w wózku są zazwyczaj takie, że „dzieci tak mają. One po prostu płaczą”. I jakoś specjalnie otoczenie się tym nie przejmuje. Natomiast dziecko w chuście, które jeszcze na dodatek płacze wzbudza powszechną sensację, bo „na pewno mu tam niewygodnie. Takie powykręcane, skrępowane itp.” Także ten tego, chusta jest remedium na wiele bolączek, ale nie na wszystkie. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy, więc jak jest kupa, albo głód noworodka, to będzie płakać niezależnie od tego, czy jest w wózku czy w chuście. A niestety znalezienie odpowiedniego miejsca, w którym rodzic będzie mógł zutylizować problem może zając trochę czasu, a że noworodek chce zazwyczaj wszystko teraz natychmiast, to płacze. 😉

2. Nawet jak Agnieszka Stein się myli i dziecko nie rodzi się przyzwyczajone do noszenia, tylko chustorodzice je do tego przyzwyczajają, to co z tego? Do dobrego w końcu przyzwyczajają 😉

Obraz 740

2 thoughts on “Nie noś w chuście, bo przyzwyczaisz do noszenia!

  1. Ci co nie noszą,nie wiedzą co tracą. I wiem że gadają i tym przyzwyczajeniu ze zwykłej zazdrości.Bo czas kiedy można się tak cudnie przytulać szybko nie wróci. A ja nie chcę tego czasu tracić na zbyteczne konwenanse…:)wolę by moje Maleństwo czuło się bezpiecznie i spokojnie.A ja dzięki temu też.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website