Nie wiem, jak to się stało, ale wśród rodziców pokutuje opinia, że chusta tkana jest skomplikowana do opanowania i że łatwiej jest dziecko wsadzić w wisiadełko tak powszechnie dostępne w każdym szanującym się sklepie z artykułami dziecięcymi. Jak czasem jestem na konsultacji u rodziców mających ten  wspomniany chustowy „problem”, zdarza się, że wygrzebują oni z czeluści szafy DSC_0557swojej takie wisiadełkowe cudo techniki i proszą o opinie czy instruktaż. Wówczas to ja proszę ich o instruktaż. Jest tych wisiadełkowych firma cała masa, a co urządzenie to inne zasady wkładania dziecka w środek. Ogrom przeplatających się pasów, klamer, paneli, stelaży… koszmar jakiś… I rodzice jakoś to opanowują. I noszą. Ale OK. Dla mnie jazda na nartach też jest nie do opanowania. Dwie rozjeżdżające się narty i do tego jeszcze dwa kije… Ech! Dlatego jeżdżę na Snowboardzie 😉 I chyba podobnie jest z chustą. Z tą jednak różnicą, że owe popularne nosidełka nie są zdrowym urządzeniem do noszenia dzieci, a chusta owszem. Problem nosidełek-wisiadełek szerzej omówię w osobnym artykule.

Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić refleksją na inny temat: Czy prowadzić krucjatę antywisiadłową? Reagować jak spotkamy rodzica w takim urządzeniu? Jeśli tak to jak? Nie będę ukrywać, że jak widzę takiego zadowolonego rodzica z mniej zadowolonym dzieckiem w wisiadle to mnie oczy bolą i jest mi źle z tym widokiem i wolałabym tego nie oglądać. Niestety unikanie problemu wcale nie oznacza, że go nie ma. No więc przyznam się bez bicia: Nie prowadzę krucjaty antynosidłowej. Nie wyśmiewam, nie szydzę, nie obrażam noszących w wisiadlach.

Tak sobie myślę, że noszenie w wisiadle wynika raczej z niewiedzy rodzica, a nie z chęci zrobienia maluchowi krzywdy. Wszak nosidła/wisiadła mają dziesiątki certyfikatów, personel medyczny oraz telewizyjne autorytety w wychowaniu dzieci polecają, cena urządzenia wysoka, co ma świadczyć o jego wysokiej jakości i bezpieczeństwie… I to noszenie wynika właśnie z tej podatności na kampanie wielkich koncernów. Jak byłam w pierwszej ciąży, to wiedziałam, że chcę nosić. Padło pytanie: w czym? I tak oto w szkole rodzenia położna przyszła nam z pomocą pokazując popularne nosidło BB, ale od razu dała komentarz, że od noszenia plecy bolą i dziecko to już w ogóle „nieodkładalne” DSC_0346będzie. Widząc jednak pozycję dziecka w tym urządzeniu coś innego mnie zastanawiało niż owa rzekoma „nieodkładalność”. Czy aby na pewno dziecku jest wygodnie i czy to jest bezpieczne dla niego? Odpowiedź położnej: No fizjoterapeuci tutaj rekomendują. O tu jest ulotka.  Taaaa…. I tak skierowałam swoje pytanie do wujka Google’a i tak trafiłam na szereg artykułów o noszeniu i tak trafiłam na kurs dla rodziców chcących nosić i się zaczęło. Miałam farta? Być może. A być może to po prostu zdrowy rozsądek kazał mi szukać. Ale losy mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Nie wiem, jakby się stało, gdyby reakcja położnej na BB była w samych superlatywach i gdybym dostała takie cosik w prezencie z okazji narodzin dziecka.

Praca doradcy nauczyła mnie ogromnej wyrozumiałości. Podczas spotkań z rodzicami staram się im wyjaśnić różnicę między dobrym urządzeniem do noszenia a złym. I zdarzyli się rodzice, którzy na warsztat przyszli w wisiadle, ale już w nim nie wyszli. Ale zdarzyli się również rodzice, którzy w wisiadle przyszli i w nim wyszli. Czy się od nich odcinam? Czy poczytuję to jako porażkę pedagogiczną? Nie. Świata nie zbawię. Decyzję o noszeniu ponoszą zawsze rodzice. O tym, w czym noszą również. Muszę to zaakceptować. Inaczej musiałabym odciąć się od każdego rodzica, który wychodzi z mojego kursu i jednak decyduje, że noszenie w chuście nie jest dla niego i nie nosi. A tego nie chcę robić. Dlatego nie DSC_0308szkaluję, nie szufladkuję na noszących i nie-, na chustowych i wisiadłowych.

I tak samo jak wewnętrznie boli mnie fakt, że wisiadła są w powszechnej stałej sprzedaży (że też, o zgrozo!, UE widzi szkodliwość żarówek 100W i zakazuje ich produkcji, a do takiego wisiadła się nie czepią 😉 ) i że fizjoterapeuci oraz lekarze je rekomendują, a później ktoś w tym nosi swoje dziecko… tak równie mocno boli mnie fakt, że na różnych grupach promujących zdrowe noszenie dzieci, tacy wisiadłowi rodzice są wyśmiewani. Czasem nowe osoby w grupie na powitanie zamieszczają swoje „zachustowane” zdjęcie. I raz na jakiś czas trafi się taki rarytas… nieświadomy swoich błędów rodzic z dzieckiem w wisiadle… O rany, jaka jest wówczas zabawa dla niektórych! Aż przykro czytać takie komentarze… Zazwyczaj taki rodzic wisiadłowy szybko opuszcza grupę nie wyciągając z niej żadnej nauki na przyszłość. O nie, pardon, on wyciąga naukę- że baby od chust są nawiedzone i trzeba się od nich trzymać z daleka. Niestety.

Nie zaczepiam też rodziców wisiadłowych na ulicy i nie prawię im morałów. Nie palę nosideł na stosie (chociaż to całkiem ciekawy pomysł na happening jest, więc przemyślę). Dlaczego? Ponieważ oni zazwyczaj żyją w przekonaniu, że czynią coś fajnego dla siebie i swojego dziecka, że należą do społeczności noszącej. I tak sobie myślę, że jakby do mnie ni stad ni zowąd podeszła jakaś obca osoba i mówiła w jaki sposób mam wychowywać swoje dziecko, to bym pogoniła. Inna sprawa, jak taki rodzic zagada pierwszy… to wtedy rosną mi skrzydła i zapalam kaganek oświaty chustonoszeniowej. Czy mogę coś więcej? W moim odczuciu nie. Bo to rodzic zawsze podejmuje decyzje o tym jak nosi, w czym nosi i czy w ogóle nosi. I tę decyzję staram się uszanować.

Nie wysyłam fałszywych uśmieszków przez internet. Nie szkaluję. Nie obrażam. Nie wyśmiewam. Nie ironizuję. Staram się tłumaczyć, uświadamiać, edukować. I nie ma głupich pytań. Więc następnym razem spotkawszy wisiadłorodzica, postaw się w jego sytuacji, nie stawiaj na straconej pozycji. Zanim zaczniesz wyśmiewać, porozmawiaj- to może uczynić więcej dobra niż obelgi. I z takim clue was dzisiaj zostawię. Miłego wieczoru!

Tigress Pippi Madzia 22.08.2014

 

3 thoughts on “Krucjata antynosidłowa

  1. Nie no chusta tkana jest skomplikowana, przynajmniej w porównaniu do nosidła. Dlatego trzeba jak najbardziej dawać ludziom wybór, ale dobrych nosideł, dobrych mei tai, dobrych kółkowych i elastyków (moim zdaniem dużo prostsze w wiązaniu) i jak najwięcej pisać o prawidłowej pozycji dziecka.

    Co do krucjaty antywisiadłowej – jestem jak najbardziej za, nawet kiedyś o tym pisałam na Matce Prezesa, która przy okazji pisała o reklamie jednego wisiadła znanej firmy. Może jakas petycja do ustawodawcy, by zakazał sprzedaży ergonomików o panelu węższym niż 35cm? To by od razu wywaliło niebezpieczne ustrojstwa nie wylewając dziecka z kąpielą, czyli nie ubijając firm od dobrych ergonomików. To nie chodzi o to, by palić na stosach nieświadomych rodziców, ale o to by im pokazać mnóstwo zdrowych sposobów na noszenie dziecka. Jakby co, to zgłaszam alemamo do akcji 🙂

    • Jasne! Jestem jak najbardziej za! Edukacja musi być, natomiast rodzic zawsze ma wolny wybór i decyzję należy uszanować. Ale edukacja to podstawa.

  2. Miałam parę lat temu etap „misji” i „krucjaty”. Bardzo szybko przeszedł, bo… znacznie lepiej się uczy poprzez przykład pozytywny niż moralizowanie. O wyśmiewaniu i ironii nie wspomnę, bo to w ogóle dla mnie poniżej pasa – błędy wynikają najczęściej z niewiedzy, nie złej woli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website