Ostatnio w tzw. „towarzystwie”, usłyszałam, że doradcy noszenia odbierają rodzicom kompetencje (niestety autorka wypowiedzi, nie potrafiła określić w jakim obszarze te kompetencje są zagrabiane). Że to sztuczny zawód, który tylko buduje poczucie, że chustonoszenie jest dla bogatszych warstw społeczeństwa, że nie jest dla wszystkich, że obecność doradców noszenia na rynku powoduje, iż w rodzicu wzrasta poczucie bezradności- tego, że nie może po prostu kupić chusty i zawiązać w nią dziecka. Że bez pomocy doradcy to jest niemożliwe. A przecież człowiek nosił swoje potomstwo od zarania dziejów i wówczas nie było jeszcze doradców i jakoś sobie radził. Niestety autorka powyższej wypowiedzi nie podjęła się polemiki ze mną, gdy dowiedziała się, że należę do tego grona doradców-zaborców kompetencji rodzicielskich 😉 A ja, szczerze mówiąc, liczyłam na merytoryczną rozmowę. I tak sobie pomyślałam, że może napiszę o swoim stanowisku w tej sprawie publicznie 🙂

No właśnie. To jak to jest z tymi doradcami? Odbierają kompetencje rodzicom czy nie? Jak to jest, że kiedyś noszenie w chuście (czy innych materiałach) było powszechnym sposobem transportu dzieci, a doradców nie było i rodzic sobie radził? I co? Nagle pojawili się doradcy i człowiek przestał sobie radzić? Zatracił tę umiejętność z dnia na dzień czy jak?

Jestem obecnie w trakcie lektury najnowszej książki Agnieszki Stein „Potrzebna cała wioska” (wyd. Mamania 2015). Książki, w której Agnieszka po raz kolejny zwraca uwagę na fakt samotności współczesnego człowieka. Zamykamy się w swoich czterech ścianach, kryjemy za monitorem komputera, kontakty towarzyskie i rodzinne podtrzymując 1175489_643204619086793_3352691670173215372_ngłównie za pośrednictwem facebooka. To oczywiście przerysowany obraz, więc nie bierzcie go sobie bardzo do serca. A jak żył człowiek w erze przed internetowej? Nawiązywał kontakty towarzyskie w realnym życiu. I dziecko pojawiające się na świecie wychowywała cała wioska. I cała wioska kobiet opiekowała się położnicą, aby ta mogła odpocząć i skupić się na dziecku. To takie jakby becikowe- nagroda za urodzenie dziecka. A skąd rodzic wiedział w jaki sposób motać swoje maleństwo? Ano poprzez obserwację. Niegdyś noszenie dzieci było procederem bardzo powszechnym i obecnym niemalże na każdym kroku. Było tak naturalne, że nikt nie zastanawiał się, czy jego dziecko polubi „chustę” i ja sobie z ową chustą poradzę. De facto, rodzic nie miał innego wyjścia, bo wózków przecież nie było. Dodatkowo, wielodzietność była powszechna i zdarzało się tak, że starsze rodzeństwo nosiło to młodsze. Tak więc wiedza o noszeniu była przekazywana z matki na córkę. Aż nastał XIX wiek, a właściwe jego druga połowa, kiedy to pojawił się wynalazek wózka i zwyczaj noszenia w chuście powoli zaczął się zatracać (oczywiście na to wszystko złożyło się wiele innych czynników, np. rewolucja przemysłowa, wojny, nowe prądy w modzie i inne).

10170866_643204585753463_4881923321838425055_nTeraz, na szczęście chustonoszenie wraca do łask i staje się coraz bardziej „modne”. Przez to jednak, że mieliśmy na historii dość długą lukę, to umiejętność noszenia potomstwa w chuście trochę się zatraciła. I lukę tę zaczęli zapełniać doradcy noszenia, których zadaniem jest pomóc rodzicom opanować 4,5 metrowy kawał materiału.

Sama nazwa „doradca noszenia” jest w moim odczuciu dość niefortunna, ponieważ oznacza, iż zachodzi tutaj relacja poddańcza, czyli jedna strona wie lepiej i daje rady tej drugiej stronie, która nie ma innego wyjścia jak tylko się podporządkować, czy jej to odpowiada, czy nie. W takim rozumieniu sprawy, można odnieść wrażenie, iż doradcy noszenia faktycznie odbierają rodzicom kompetencje. „Ja, doradca noszenia byłam na tylu i tylu szkoleniach, zachustowałam tyle i tyle dzieci i ja ci tutaj radzę, a ty mnie słuchać i rób, co ci każę.” No nie, nie, nie! To tak nie działa…

Doradca noszenia instruuje rodzica, ale nie radzi. Proponuje różne sposoby wiązania chusty/nosidła, zwraca uwagę na różne problemy, odpowiada na pytania, ale zawsze pozostawia rodzicowi wybór, co on z tą wiedzą zrobi. Nie mamy bowiem wpływu na decyzje, jakie podejmie rodzic, ani czy będzie nosił dziecko w sposób prawidłowy i dokładał wszelkich starań do tego, aby chusta była dobrze zawiązana. To zawsze leży w gestii rodzica. Doradca zawsze proponuje pewien wachlarz rozwiązań, ale nigdy nie doradza stawiając siebie wyżej niż rodzic.

Czy rodzic nie jest zatem w stanie nauczyć się wiązać chusty bez wizyty u doradcy noszenia? Ależ oczywiście, że jest. Można poszukać w swojej okolicy innych rodziców noszących i poprosić ich o instruktaż. Można nauczyć się wiązać z instrukcji załączonej do chusty. Można nauczyć się z filmików umieszczanych przez różnych ludzi na youtube.

Skoro mamy tyle możliwości nauki, to po co nam ci doradcy noszenia? Ponieważ nic, nawet najlepsza instrukcja filmowa z obszernym instruktażem słownym, nie zastąpi kontaktu z żywym człowiekiem. Taka instrukcja nie sprawdzi wam prawidłowej pozycji dziecka, nie wskaże waszych błędów i nie nauczy was jak sobie z nimi radzić, by je eliminować. Często jest tak, że rodzic popełnia i pogłębia pewne błędy nieświadomie. I ta chodzi w źle zawiązanej chuście, w przekonaniu, że tak ma być, że wszystko jest ok. Że plecy go bolą, barki ciążą, ale pewnie wszystkim ciążą i pewnie tak ma być… A tak nie musi być. W chuście ma być wygodnie zarówno noszonemu jak i noszącemu. I taka jest właśnie główna rola rzeszy doradców pracujących na świecie.

Tyle w teorii. A jak jest w praktyce? Pewnie ilu doradców tyle dróg instruowania. Są lepsi i gorsi doradcy. Zawód jak każdy inny. Z jednymi ludźmi łapiemy kontakt w ciągu pierwszych kilku minut znajomości  i mamy wrażenie, że znamy ich od zawsze. A z innymi ludźmi nigdy nie złapiemy takiej „chemii”.

A jakie są wasze wrażenia ze spotkania z doradcą? A może uczyliście się sami?

532024_420674198006504_948756650_n

One thought on “Doradcy noszenia odbierają rodzicom kompetencje!

  1. Zamknijmy wszystkie restauracje i bary mleczne, bo odbierają kompetencji gospodyniom domowym- takie porównanie przyszło mi do głowy 🙂 Dobrze ujęłaś w słowa to co sama myślę. Nikt z mojego otoczenia nie nosi w chuście ( wszyscy maja wypasione wózki, droższe od mojego auta) i po prostu nie mam kogo poprosić o instruktaż. Wiem, że źle zawiązaną chustą można zrobić dziecku krzywdę, więc takie męczenie siebie, dziecka i jeszcze ryzykowanie jego zdrowiem tylko po to żeby pokazać, jaką to super mamą się jest i nikt niczego nie musi mi mówić, uważam za głupie, a może nawet zarozumiałe. Dobrze, że doradców przybywa i szanuje ich za to, że są. Pozdrawiam Emilia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website