ll2Taki trochę przewrotny tytuł niniejszego artykułu mi przyszedł do głowy. Na fali moich ostatnich rozmów z innymi rodzicami noszącymi, taka refleksja mnie naszła: Promować noszenie samo w sobie? Czy gratyfikować tylko prawidłowe sposoby noszenia? Czy nosić w źle zawiązanej chuście? Czy jak mi nie wychodzi, to lepiej sobie odpuścić?

Dla mnie chustonoszenie to proces. Tak jak jazda na rowerze. Musisz się kilka razy przewrócić, aby zacząć śmigać niczym wiatr. I nie umrzesz od razu od jednego upadku. I jeśli tylko znasz, choćby w teorii, zasady prawidłowej jazdy na rowerze bez przewracania się, znasz technikę pryzbliżającą cie do celu, to prędzej czy później pojedziesz na tym rowerze i przestaniesz się przewracać. No, przynajmniej większość społeczeństwa tak ma, ale oczywiście zdarzają się wyjątki. Z chustami jest podobnie. Potrzeba czasu, aby nauczyć się pracy z chustą. Tego jak chusta pracuje ze mną i dzieckiem. Jak dużo siły mogę i muszę włożyć w dociąganie (co często jest zaskoczeniem dla rodziców). Rzadkością są rodzice chwytający chustę do ręki raz pierwszy i wykonujący wiązanie tak, że mucha nie siada. Większość musi się uczyć.

Dajcie sobie czas na naukę! I nie bójcie się ćwiczyć na dziecku! Nie zrobicie mu krzywdy!

No właśnie, a co w tym czasie, kiedy pierwsze wiązania nie są idealne? Nic. Trzeba dążyć do perfekcji. Dziecku się tak do razu krzywda nie stanie. Nic strasznego się nie stanie, jak na początku swojej drogi chustowej będziecie robić błędy. Bardzo ważne jest jednak to, abyście mieli świadomość tych błędów i umieli je poprawić. Jako rodzice noszący musicie mieć widzę nie tylko na temat tego, jak wykonać wiązanie, ale również jak powinna wyglądać prawidłowa pozycja dziecka w chuście, czyli na co zwracać uwagę. Nie oznacza to jednak wcale, że zanim rozpoczniecie swoją przygodę z chustą, to koniecznie musicie spotkać się z doradcą noszenia dzieci, bo bez tego na pewno wam nie wyjdzie. Wiedzę, na temat noszenia możecie czerpać z wielu (często bezpłatnych) źródeł. Mam tutaj na myśli blogi poświęcone tematyce chustonoszenia, czy lokalne społeczności ludzi noszących. To ogromna i bardzo cenna kopalnia wiedzy. I nie bójcie się przyjść na takie spotkania i pytać. Pytajcie nie tylko doradców. Często mamy noszące mają sporą wiedzę o chustonoszeniu. Najwyżej zostaniecie odesłani do doradcy. Pamiętajcie, że nie ma głupich pytań. Jeśli coś wydaje wam się ważne, coś was trapi, to pytajcie. Lepiej pytać niż żyć w niewiedzy i pogłębiać błędy.

Czasem znajomi pytają mnie, co bym zrobiła, gdybym musiała doradzić rodzicom stojącym przed wyborem noszenia dziecka w wisiadle, a nienoszenia w ogóle. Albo noszenia w źle zawiązanej chuście a nienoszenia w ogóle. Wiecie, co…. Ja strasznie cieszę się, że jadę do rodziców nie jako doradca chustonoszenia (choć tak mam w dokumentach wpisane), ale jako instruktor chustonoszenia, co staram się podkreślać. Podczas spotkań, przekazuję im określoną wiedzę i proponuję przynajmniej dwa rodzaje wiązań, które omawiam i ich uczę. Dlaczego dwa? Bo rodzic musi mieć wybór. Bo ludzie są różni i to co jednym pasuje, wcale nie oznacza, że będzie idealne dla innych. Dlatego zawsze trzeba dobrać wiązanie do rodzica i dziecka, a nie odwrotnie. Wszak to chusta ma służyć rodzicom, a nie rodzice chuście! Prawda jest taka, że ja wpadam na takie spotkanie na 2-3h, a to rodzic wychowuje swoje dziecko i jest odpowiedzialny za drogę, jaką dla niego obierze. Ja zostawiam rodziców z pewnym bagażem wiedzy, a co on z nią zrobi, to już jego sprawa. I ma prawo tę wiedzę przyjąć w całości, skrytykować lub odrzucić.

Wracając do naszej dywagacji na temat wisiadeł. Mam taką obserwację. Jak rodzic nosi w wisiadle, to za długo sobie nie ponosi. Dlaczego? bo pozycja w tym ustrojstwie jest tak nieergonomiczna i niewygodna dla pary rodzic-dziecko, że po prostu nie da się w tym długo nosić. Zainteresowanych tematem pozycji dziecka w wisiadle odsyłam do mojego wcześniejszego artykułu (klik). To samo tyczy się źle zawiązanej chusty.

Przy okazji wisiadeł, na myśl przychodzi mi jeszcze jeden problem: hejt wisiadeł. Już kiedyś pisałam, dlaczego nie prowadzę krucjaty antywisiadłowej i to zdanie podtrzymuję nadal (klik). I nie dzieje się dobrze, jak zdjęcia rodziców w wisiadłach, czy źle zawiązanych chustach krążą gdzieś po grupach, forach i są tam wyśmiewani. A już jak doradcy noszenia zdarzy się źle zawiązać chustę, a hejterom uda się takiemu delikwentowi zrobić zdjęcie, to hulaj dusza piekła nie ma! W moim odczuciu, paskudny jest fakt, że ktoś może karmić się poprzez wytykanie przywar innym i czekanie, aż im się noga podwinie. Takim akcjom mówimy stanowcze NIE!

Co można zatem zrobić, aby ludzie nosili swoje dzieci prawidłowo? Przede wszystkim BUDOWAĆ POZYTYWNY PRZEKAZ. Oraz edukować, edukować i jeszcze raz edukować. I to najlepiej jeszcze zanim rodzice chustę nabędą. Przypomnijcie sobie, ile czasu poświęciliście wy lub szkoły rodzenia, do których uczęszczaliście, na omówienie wyprawki. Ile łóżeczek przejrzeliście, wózków, elektrycznych niań, ubranek dziecięcych, chusteczek do pupy, kosmetyków pielęgnacyjnych? wszystko oczywiście pod kątem parametrów technicznych, aby wasze dziecko otrzymało produkt najwyższej jakości. Dlaczego zatem w ten sam sposób nie przygotować się do noszenia dziecka w chuście?

Na całe szczęście „moda” na noszenie w chuście powraca. Coraz więcej rodziców czuje potrzebę noszenia swoich dzieci w sposób zdrowy i bezpieczny. Mam to szczęście obserwować, jak z jednej strony rośnie pokolenie świadomych rodziców, a z drugiej strony na przeciw ich potrzebom wychodzą doradcy noszenia dzieci w chustach i nosidłach miękkich. Doradcy, którzy mają coraz większą wiedzę o noszeniu dzieci i nadal chcą się doszkalać. No Ok. Przy ostatnim zdaniu stawiam „*”. Doradca noszenia jak każdy inny zawód. Możesz trafić na człowieka, dla którego jego praca to pasja i ma ogromną wiedzę, albo na kogoś, dla kogo praca doradcy, to generalnie kasowy dodatek do innego zajęcia, a pasja do przekazywania wiedzy o noszeniu odeszła wraz z otrzymaniem dyplomu wieńczącego szkolenie. Na szczęście tych drugich jest mniej 😉

A teraz wam się zwierzę. Mam marzenie. Moje marzenie to świat, w którym wiedza o noszeniu dzieci w chustach będzie tak naturalna, że będzie „wyssana z mlekiem matki”. Wtedy doradcy noszenia nie będą nikomu potrzebni. Czy to marzenie jest realne do spełnienia? Ja wierzę, że tak. Tak już przecież kiedyś było. I nie chodzi o to, że jestem antywózkowym ortodoksem. Wręcz przeciwnie: Jestem pełna podziwu dla współpracy, jaka wytwarza się w rodzinie dźwigającej wózek (ok 2km pod stromą górę) z noworodkiem do Jaskini Zeusa na Krecie. I to uczucie, gdy u szczytu drogi okazuje się, że z wózkiem do jaskini nie da rady 😉 Albo podczas wejścia na statek rejsowy na Santorini. Wycieczka oznaczona jako „przyjazna rodzinom z dziećmi”, a na miejscu okazuje się, że kładka prowadząca na statek jest tak wąska, że wózek nie wjedzie i trzeba go nieść nad głową…. A mogłoby być tak prosto, gdyby owi rodzice posiadali umiejętność noszenia swojego potomstwa w chuście. Umiejętność, jak widać cenna.

Konkluzja na zakończenie: Noście swoje dzieci. One tego potrzebują. I nie hejtujcie innych za zły sposób noszenia. Rozmawiajcie ze sobą. Naprawdę warto.14225608_10155051911419528_3479596377323853384_n

I jeszcze jedno. Ostatnio ktoś podesłał mi okładkę magazynu IKEA. Niestety nie Polską. Można? Można. I o to właśnie chodzi. O budowanie pozytywnych wzorców. Małymi kroczkami do przodu.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website